Miasta w krajach rozwiniętych


Największe miasta uprzemysłowio­nych państw świata nie zawsze są do siebie podobne. Niektóre, jak Los Angeles, zajmują znaczny obszar. Inne, na przykład Tokio, mają bardziej zwartą strukturę. Podczas gdy jedne miasta lub ich części wyludniają się, w innych liczba ludności gwałtownie wzrasta.



Zanim zapoczątkowana w drugiej połowie XVIII wieku rewolucja przemysłowa dopro­wadziła do podziału świata na państwa roz­winięte i rozwijające się, łatwo było zdefiniować miasto jako ośrodek władzy, miejsce koncentracji handlu, rzemiosła, posiadające zazwyczaj kipiącą życiem dzielnicę centralną - siedzibę władz miej­skich i kupców.

W XIX wieku miastu przybyła jeszcze jedna funkcja - ośrodka przemysłowego. Rozwój prze­mysłu możliwy był m.in. dzięki rozwojowi trans­portu. Pociągi, autobusy i tramwaje wpłynęły rów­nież na przeobrażenie miast, które nie musiały już dłużej koncentrować się na małej powierzchni. Niewielkie i stosunkowo zwarte dotąd osiedla zaczęły rozbudowywać się na zewnątrz.


Rozwój transportu


Na samym początku rozrastanie się miast nie odbi­ło się na usytuowaniu i kondycji tradycyjnych dzielnic handlowych i administracyjnych. Zarówno pracownicy, jak i klienci mogli z łatwością, dzię­ki transportowi publicznemu, docierać do położo­nych w centrum sklepów i miejsc rozrywek.

Ten pierwszy etap komunikacyjnego przełomu przyczynił się do powstania współczesnych metro­polii. Drugi, związany z masową produkcją samo­chodów doprowadził do zmiany charakteru wielu miast, co oprócz pozytywnych skutków zaowoco­wało również szeregiem problemów.

Już pod koniec lat czterdziestych uzyskana dzię­ki samochodowi swoboda skłoniła wielu ludzi do opuszczania śródmieść i osiedlania się na przedmieściach. Dzielnice centralne zaczęły wyraźnie podupadać, a proces ten był najlepiej widoczny w państwach o wysokim wskaźniku motoryzacji -w USA, nieco później w Kanadzie i Australii, na koniec, w nieco mniejszym stopniu, w Europie.

Degradacja dzielnic centralnych postępowała w miarę jak miejsca te opuszczali zamożni oby­watele, firmy i instytucje. Na ich miejsce pojawiali się wkrótce biedniejsi mieszkańcy. Ludzie ci pła­cili mniejsze podatki, a co za tym idzie lokalne wła­dze miały znacznie mniejsze środki na zagospo-

darowanie powierzonych im terenów. Również właściciele firm przenosili swoje interesy z zakor­kowanych wąskich ulic centrum, gdzie potencjal­ni klienci nie mieli nawet gdzie zaparkować, do bogatych i przestronnych przedmieść.


Gigantyczna autostrada


Życie wielu miast zostało zdominowane przez sa­mochód. Przykładem jest założone w 1781 roku Los Angeles. Okres rozkwitu miasta przypadł dopiero na wiek dwudziesty i zbiegł się z rozwojem motoryzacji. W 1900 roku Los Angeles za­mieszkiwało tylko 102 tysiące ludzi. W 1991 r. aż 3,5 min, a powierzchnia miasta liczyła 1204 km2. Aglomerację zamieszkuje 8,863 min ludzi, a na obszarze 10653 km2 znajduje się ponad 80 miast, co stawia aglomerację Los Angeles na drugim miej­scu w Stanach Zjednoczonych, po Nowym Jorku.

Jeszcze większy okręg miejski nazwany Greater Los Angeles, gdzie znaczna część ludności pracu­je na obszarze miasta, liczył w 1991 roku aż 14,532 milionów mieszkańców.

Los Angeles opisywane jest czasem jako „sie­dem osiedli poszukujących miasta". I rzeczywiście „Miasto Aniołów" nie posiada typowego dla tradycyjnych miast centrum, a każde z przedmieść tworzy niemal samodzielną całość. Próby stwo­rzenia wielkomiejskiego centrum, w którym miały się znaleźć drapacze chmur, muzea, hotele i inne typowe dla śródmieścia obiekty nie powiodły się. Pomimo starań władz miasta, to co powstało jest tylko centrum finansowym, a nie miejscem, które przyciągałoby przeciętnego mieszkańca.

Współczesne Los Angeles to jedna wielka auto­strada. W obrębie Greater Los Angeles zarejestro­wanych jest ponad 7,5 miliona kierowców i 8 min samochodów. Ponad 80% mieszkańców korzysta z własnych samochodów w drodze do pracy. Wielu Amerykanów nie rozstaje się z samochodem również i w innych sytuacjach. Posiłki kupują w restau­racjach dla zmotoryzowanych, gotówkę pobierają w bankomatach obsługiwanych z samochodu, a filmy oglądają w kinach dla zmotoryzowanych. Nawet w czasie kościelnych nabożeństw nie muszą wysiadać ze swych samochodów.


Getta


Obliczono, że aż czterech ludzi na pięciu korzysta w Los Angeles z własnego samochodu. Te pro­porcje przedstawiają się jednak zupełnie inaczej dla czarnej i latynoskiej ludności miasta - tylko jed­na trzecia ludzi należących do tych mniejszości etnicznych posiada samochód. Samochód umożli­wia dobrze i średnio sytuowanym białym Amery­kanom osiedlanie się w atrakcyjnych, lecz często bardzo odległych od miejsc pracy przedmieściach. Brak samochodu i odpowiednich środków finan­sowych zmusza mniej zamożnych do pozostania w tańszych dzielnicach centralnych, które stop­niowo wyludniają się z zamożniejszych miesz­kańców, podupadają i zamieniają się w getta.

Co jakiś czas frustracje biedniejszej części spo­łeczeństwa znajdują gwałtowne ujście w postaci ulicznych zamieszek. W 1965 r. zamieszki na tle rasowym w murzyńskim getcie Watts doprowa­dziły do śmierci 34 ludzi. W 1992 r. przypadkowo sfilmowana i pokazana w TV brutalna akcja poli­cji przeciwko czarnoskóremu podejrzanemu wywołała kolejne zamieszki. Objęły one znacznie więk­szą część miasta. W rezultacie rozruchów 58 osób zostało zabitych, a straty materialne oszacowano na 58 milionów dolarów.

Los Angeles jest jednym z największych pod względem obszaru miast Stanów Zjednoczonych. Dzięki temu znaczna część przedmieść mieści się w jego granicach administracyjnych. W związku z tym odpływ bogatszych>mieszkańców z centrum do przedmieść nie uszczupla, tak jak w innych mniej rozległych miastach, miejskiej kasy.

Wynalazek samochodu, poza niekorzystnym wpływem na rozmieszczenie ludności wewnątrz miast miał też inne negatywne skutki. Jednym z najpoważniejszych problemów Los Angeles jest, wywołujący łzawienie oczu żółty smog. Swój cha­rakterystyczny kolor zawdzięcza on promieniom słonecznym załamującym się na spalinach samo­chodowych i wyziewach kominów fabrycznych. Mimo gęstej, bo liczącej ponad 1000 km sieci auto­strad miejskich, Los Angeles w godzinach szczy­tu jest praktycznie nieprzejezdne.